środa, 16 czerwca 2010

"Nie zostawiaj pieniędzy na ulicy" żebracy w Krakowie

Męczy mnie ostatnio temat żebrania w Krakowie. Chciałbym się odnieść do tematu w kontekście artykułu Gazety Wyborczej http://www.rp.pl/artykul/17,486011.html i http://podciety.wordpress.com/2009/05/27/o-zebractwie/

"Statystyczny krakowski żebrak to mężczyzna powyżej trzydziestki, posiadający średnie wykształcenie i mieszkający poza Krakowem. Nie jest bezdomny, chociaż wygląda na bezdomnego."


Czytałem kiedyś, że żebracy w Krakowie potrafią "zarobić" od 2 500 nawet do 8 000 zł ( a ja muszę jeszcze zapłacić podatki)  i często są to zorganizowane grupy, mają swoje rejony. Osobiście wolę pomóc osobom z mojego otoczenia, które potrzebują pieniędzy. Sam od czasu kiedy zaciągnąłem kredyt nie daję żebrakom bo widzę, że każda godzina mojego życia poświęcona na zarobienie pieniędzy jest czasem, który nie należy do mnie, te godziny to własność moich wierzycieli i osób od których kupuję różne dobra.

Nie poczuwam się w obowiązku do dawania pieniędzy komukolwiek, skoro mogę je przeznaczyć na swoich bliskich, współpracowników i organizacje, które weryfikują każdą osobę potrzebującą, wolę zrobić przelew na konto niepełnosprawnego dziecka gdzie właścicielami fundacji są jego rodzice, albo organizacje pozarządowe niż dawać je alkoholikom, którzy je przepiją. Kupowanie jedzenia też nie działa, bo co z tego, że kupię takiej osobie jedzenie skoro następne pieniądze i tak przepije. Jeśli ktoś zbiera na bilet grając na gitarze to mając gotówkę chętnie się dołożę. Jeśli ktoś potrzebuje zarobić pieniądze to mam co najmniej 5 znajomych, którzy szukają handlowców, bardzo chętnie znajdę takiej osobie prace jeśli obieca mi że odstawi używki.




Osoby dające żebrakom pieniądze, zwłaszcza jeśli dają dzieciom pozbawiają je normalnego dzieciństwa i przyzwyczajają do takiego funkcjonowania- utwierdzają w przekonaniu, że tak trzeba zarabiać pieniądze. Jeśli dajesz żebrakowi złotówkę, a masz dzieci i nie zainwestujesz w nie tych pieniędzy to rodzi się pytanie czy najpierw jesteś rodzicem czy frajerem. Znam dużo lepsze sposoby pomagania ludziom, którzy potrafią tą pomoc docenić jak choćby przelew na posiłek dla dziecka przez pajacyk.pl. Jeśli nie dajesz napiwku kelnerowi, który stara się najlepiej jak tylko potrafi żeby uczciwie zarobić a dajesz żebrakowi to jedyną korzyścią dla społeczeństwa jest wspieranie zakładów produkujących tanie wina.



Nie wszyscy dadzą sobie radę z nałogiem, a dawanie pieniędzy na ulicy moim zdaniem jest utrudnianiem działania osobom budującym specjalne ośrodki i piszącym wnioski unijne dotyczące programów leczenia z uzależnień.


Nie mam skrupułów, żeby nie dawać, żeby odmówić. Na swoje pieniądze muszę pracować, wstawać 7-8 rano i idę spać ok 23 , wolę pospać 30 minut dłużej niż dać żebrakowi 2,5 zł na które właśnie tyle muszę teraz pracować. Prowadzę od 2 miesięcy zapiski wszystkich moich wydatków i dostrzegam rzecz przerażającą- widzę ile i na co wydaję, z drugiej strony widzę ile czasu mógłbym zyskać nie wydając 10 zł na kawę lub herbatę w knajpie tylko odkładając i inwestując. Mając taką świadomość lubię zapłacić za kawę 12 zł od czasu do czasu bo wiem kosztem czego pozwalam sobie na taką przyjemność i do czasu kiedy na moim koncie nie będzie się pojawiać 12 zł 3 razy dziennie z odsetek bankowych lub inwestycji taki wydatek będzie dla mnie dobrem luksusowym, ale robię tyle ile mogę, żeby co miesiąc na moim koncie pojawiało się bez mojego udziału tyle pieniędzy aby spłacać moje miesięcznie zobowiązania za mnie.

Odżywiam się lepiej a wydaję mniej. Jak to się dzieje? Robię sobie sałatki, sałatki z kurczakiem, przygotowuję ryż, świeże warzywa. Zamiast kebaba za 12 zł i coli za 3 zł , kupuję ryż , ogórka , 3 pomidorki , podsmażam kurczaka, robię dresing i biorę ze sobą na uczelnię z wodą mineralną. Za 6 zł  mam 2 porcje obiadowe. Abstrahując od ceny- wiem, że jem lepiej , wiem co jem i mam mniej problemów z żołądkiem.

Do czasu, aż na moim koncie będzie się pojawiać kwota pokrywająca wydatek bez mojej pracy będę się czuł, źle nie inwestując pieniędzy, które zarabiam. Jest pewien standard, życia na którym jestem ale w moim interesie nie jest pozostać na nim tylko móc sobie na niego pozwolić i podnosić go nie poprzez zwiększanie ilości godzin pracy tylko poprzez ograniczanie ilości godzin pracy a zwiększenie udziału godzin na uprawianie sportu i spędzanie czasu z najbliższymi przy zachowaniu standardu a nawet jego podnoszeniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz